piątek, 6 maja 2011

Nareszcie piątunio


No i jest nareszcie długo wyczekiwany piątek. Najbardziej lubię właśnie piątek po pracy - przede mną cały weekend. Ten był wyjątkowo wyczekiwany - ma zamazać złe wrażenie pseudo majówki, która aurą przypominała wczesny grudzień. Plany mam rozległe - posadzić kwiatki na tarasie (dzięki Bogu nie zrobiłam tego w zeszłą sobotę, bo musiałabym je ratować wtaszczaniem skrzynek do domu), dziergać (effciowe Ruby powstaje powoli niestety - po 12 godzinnym dniu pracy + dotarciu do domu zasypiam niemalże na stojąco).
W poniedziałek zaczyna się także długo wyczekiwany remont kuchni - czeka mnie także totalna wyprowadzka z kuchni (taka do gołej podłogi). Gotowania więc przez ok. miesiąc nie będzie - pozostaje ładnie się uśmiechać do Mamy i Teściowej w celu uzyskania zaproszenia na obiad ;-). Miłego weekendu!

Co do butów z poprzedniego posta - nabyłam! Piękne, granatowe i nieziemsko wygodne mimo sporego koturna. Wygodne są bardzo - stwierdzam to ja, która z racji bycia Żyrafą noszę głównie balerinki i inne buty nieposiadające obcasa. Podwyższenie stosuje jedynie na tzw. "okazje".

Zapisałam się na Candy u Lete:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz